Było to dawno, dawno temu.
W owych czasach ludzie często się odwiedzali chociaż nikt nie mógł wiedzieć, kiedy zacny gość zawita, i cieszyli się z tego. Zdarzyło się, że do dworu zajechali goście, w odwiedziny, sąsiedzkie odwiedziny, mili sąsiedzi. Jako było wtenczas we zwyczaju gości podjąć należało wystawnie i należycie. Gorzałka się przecie znalazła bo to piwniczki zadbane i pełne trunków wszelakich bywały. Jednakowoż jadła służba przygotowywała tylko dla braci domowników jako, że szybko się ono wenczas psowało. Ale, że to dwór był a nie chatynka lada jaka toteż żywizny wszelakiej było Ci dostatek ino sporządzić jadło trza było. Samego ptactwa było 100 z tego aż 10 kogutków (tać nie znano tedy seksowania) a że te jaj nie niosły to i na rosoły pierwsze były proszone. Jak tylko goście zajechali, a wieczór późny już był, Pani posłała Tomaszka, któren we dworze posługi był czynił, by szybko się sprawił i w te pędy kogutka ucapił (tylko kogutka !!) i kucharczykowi doniósł. A ciemno było choć oko wykol. Tomaszek, strachliwy był nieco i wiele On słyszał o upiorach, diabłach, strzygach ale Pański nahajek był bliższy. Co było robić, wszedł był On do kurnika, po omacku ucapił 5 ptaków i co sił zaniósł je do kucharczyka. Tam jednak zoczył, że wszystkie te ptaki które On przytaszczył to kurki były. Tomaszek odniósł je tedy do kurnika i co żywo pobieżył do Pani z nowiną, że oto w kurniku nie ma przecie kogutków. A że Pani zezłościła się tedy bardzo, dostały się Tomaszkowi baty. I przyznasz, że słusznie. Tomaszek winien przecież sprawdzić więcej ptaków prawda? A nie zdarzyło się to i Wam przysłać 5 próbek krwi do badań ???

Gdybyś miał wątpliwości – wiesz co robić: [email protected]